Kobieta

To śmieszne, ile rzeczy kobiety poświęcają,
wspinając się po szczeblach kariery.
Zapominamy, że będziemy ich potrzebować,
kiedy wrócimy do bycia kobietami.
Jedno mamy jednak wspólne,
czy nam się to podoba, czy nie.
Bycie kobietą.
Wcześniej czy później musimy nią być.
Bez względu na to,
ile innych karier miałyśmy.
W końcowym rozrachunku
nic się nie liczy, jeśli,
podnosząc wzrok przed kolacją lub
obracają się w łóżku,
jego obok nas nie ma.
Kobieta bez męża to nie kobieta.
Jest osobą na stanowisku
lub… znaną osobistością.
Ale nie kobietą.
Kurtyna powoli opada. Koniec.

„Wszystko o Ewie” 1950

Krok w przód aby dostać od życia w dziób.

Tak niestety jest w moim życiu, że gdy próbuje coś zrobić dostaje tak mocno w kość, że tracę oddech. I tak było tym razem.

Chciałam się leczyć, zrobiłam pierwszy rok. Odwiedziłam psychiatrę, pokierował mnie do psychologa. Byłam u pani psycholog nawet wydała się sensowną kobietą. Dobrze mi się z nią rozmawiało. Umówiłam się na kolejną wizytę. Miała poszukać dla mnie grup wsparcia. Lecz niestety życie pokazało, że terapia nie jest dla mnie. Pokazało, że leczenie jest poza moim zasięgiem.

Na drugą wizytę do pani psycholog już pójść nie mogłam. Brak ubezpieczenia.

Poszłam do Opieki Społecznej tam dowiedziałam się, że straciłam prawo do ubezpieczenia i to, że jestem samotną matką i pobieram świadczenia u nich nie uprawnia mnie do ubezpieczenia zdrowotnego. Powiedzieli, że skoro mam meldunek 400km od miejsca zamieszkania to mogę się tam zarejestrować w Powiatowym Urzędzie Pracy. Dla pracowników opieki to nie problem jeździć 400km co kilka tygodni. Dwa dni z życia i koszty. Przecież nie pojadę sama tylko z synem więc by tracił lekcję.

Zaczęłam szukać innego rozwiązania. Szukałam osoby, która mogłaby mnie zameldować choćby tymczasowo na chociaż 2-3 dni abym mogła się w stolicy zarejestrować jako bezrobotna. Lecz każdy odmawiał. Słyszałam, że wynajmują, że mieszkają u brata/siostry/mamy/dziadka, że mają żonę która musi wyrazić zgodę. Usłyszałam obietnice, że ktoś pogada z koleżanką, ale nikt nie mógł mi pomóc. Nawet z wielkim bólem zwróciłam się do „byłego”. Wiedziałam, że ma możliwości, bo byłam u Niego zameldowana do końca 2016. Tylko, że wtedy nie mogłam się zarejestrować w PUP, bo pobierałam świadczenia pielęgnacyjne. Odmówił. To był dla mnie ogromny cios.

Niestety nie mam meldunku tutaj, mieszkanie wynajmuje aktualnie bez umowy, nie mam co prosić właściciela o zameldowanie. Więc zarejestrować się nie mogę, a tym samym nie mam ubezpieczenia i co za tym idzie nie mam szans na terapie.

Znowu życie pokazało mi, że wszystko jest poza moim zasięgiem.

Jestem zupełnie sama.

Bez ubezpieczenia, bez terapii, bez zasiłku, bez pracy. W obcym mieście. Bez szans na poprawę.

Co do grup wsparcia, niestety szukałam i spotykają się 18/19 czyli w godzinach gdy ja nie mogę wyjść bo młody nie zostanie sam.

To wszystko mnie przerasta. Całe życie pod górkę. Robię jeden krok do przodu aby po chwili się cofnąć o pięć lub więcej. U mnie nie może być dobrze.

 

 

polecam

Artykuł pt. „Człowiek na nie” Sylwii Kity, który ukazał sie w poradniku psychologicznym ” Ja my oni” tom 24

Na podstawie którego stworzyłam poniższą tabele.

Osoba z zaburzeniem pasywno-agresywnym Osoba w stylu negatywistycznym
W sposób pasywny przeciwstawiają się wykonywaniu obowiązków społecznych i zawodowych, wywołując tym samym silną frustracje u innych. Co prawda wykonują swoje obowiązki i zadania, ale systematycznie spowalniają ich realizację, aby w ten sposób zaznaczyć swoje niezadowolenie.
Nie ustanie skarżą się na niezrozumienie i niedocenienie przez innych. Są bardzo rzetelne w wykonywaniu powierzonych im obowiązków, jednakże potrzebują pochwały, która ich motywuje do zaprzestania sabotażu.
Są kłótliwe i ponure. Są w stanie współpracować i żyć z innymi, zaś problemy pojawiają się dopiero wtedy, kiedy inni czegoś od nich wymagają – wówczas stawiają opór.
Bezpodstawnie podważają autorytety, szydząc z nich i kwestionując ich kompetencje. Jest w stanie wyrazić swój konstruktywny sprzeciw, w którym nie dominuje zamiar ośmieszenia drugiego człowieka.
Okazuje zawiść wobec tych, którym lepiej się powiodło. Czuje się mocno zawiedziony, jeśli jego wysiłki nie zostaną nagrodzone w sposób, który by go satysfakcjonował.
Nieustanie użalają się nad swoim losem. Gdy nie odczuwa satysfakcji z własnego życia, jest w stanie podejmować inicjatywę.
Oscyluje między buntem a skruchą. Z uwagi na brak zachowań skrajnych nie wyraża zbytnio skruchy.

Jak widać w powyższej tabeli zaburzenie osobowości bierno – pasywnej  bardzo łatwo można odróżnić od charakteru będącego nastawionym na nie.

Osoby bierno- pasywne często wielu rzeczy nie rozumieją, robią wiele rzeczy nieświadomie. To jest zaburzenie, które wymaga leczenia i wsparcia oraz zrozumienia od otoczenia.

Powrót do izolacji.

Było kilka tygodni dobrze. Było miło. Były spotkania na fotki, na kawę, na spacer lub wypady za miasto. Przez chwile byłam wśród ludzi i o wiele lepiej się czułam.

Ale wystarczyło kilka niemiłych kopniaków od losu i znowu wróciłam do punktu wyjścia.

A może nawet się cofnęłam jeszcze bardziej.

Gdy stworzyłam ten blog był przy mnie ktoś, choć rzadko ale był. Choć daleko i nie miał dla mnie czasu. Ale była odrobina nadziei, że za tydzień lub dwa zobaczę Go choć na chwile. A teraz?

Jeszcze bardziej odcięłam się od ludzi. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek do tej pory.

2 miesiące i 3-4 spotkania z ludźmi, w tym dwie sesje foto prawie bez rozmowy, zrobić swoje, kilka fajnych foto i do widzenia. Nawet czat mnie już nie bawi. Odrzucam wszystkie możliwości na ciekawszą rozmowę, odpychając ludzi już na dzień dobry. Nadziejka straciła nadzieje.

Telefon znowu nie dzwoni, gg milczy, czat cóż choć nie zachęcam do rozmowy, nie muszę robić nic aby przez cały dzień odezwała się może jedna osoba. Ale przecież nie mam ostrzeżenia przy nicku aby nie pisać.

Wczoraj przeczytałam kolejną książkę o depresji. Czy ją mam? Nie wiem, według specjalistów podobno to tylko problemy osobowościowe lub problemy hormonalne spowodowane niedoczynnością tarczycy, dla innych to tylko skutki sytuacji w jakiej jestem. Wiem, że moje plany i odliczanie do nich są miłe. Ale co mi innego zostało?

Jestem zbyt toksyczna, zbyt negatywna. Więc zawsze będę sama. Zawsze z dala od ludzi. Tak jest najlepiej dla wszystkich.

 

Trzeci wymiar-zapomnij o tym-przemyślenia/wspomnienia



 

Kiedy patrzę w ich źrenice widzę własne odbicie
Wspomnienia które iskrzą jeszcze dziś oczy szklą

/tak łzy napływają do oczu gdy słyszę tę nutę
Mały pokój i ja modląc się za ciszą
Która była mi najbliższą rzeczą bliższą niż ona i niż on

/10m2 malutki pokoik, niestety nie był wyłącznie mój,

cisza to była rzadkość, bardzo mi jej brakowało tam.

Ona nieobecna a on nieznany więc byłam zupełnie sama
Bliższą niż dom gdzie wyrosłem

/”dom” który trudno nazwać domem, piekło bardziej pasuje

Brak pieniędzy i alkohol niszczą proste

/za dobrze to poczułam na swojej skórze,

wiele osób i nikt nie pracujący, tak trafiłam na ulice aby mieć co jeść

Ktoś powiedział mi opisz to opisuję

/mi niestety wszyscy kazali siedzieć cicho więc siedziałam,

tak nikt mi nie wierzył

Nie wierzysz to spytaj moją siostrę ona też wie

/niestety u mnie ci co widzą wypierają to, bo przecież to „dobry dom”

Też pamięta boazerię na niej czerwień

/potłuczone naczynia, rozlana krew na panelach

Do dziś pewnie czeka aż ktoś kłótnie przerwie

/tak, nawet dziś gdy jadę tam na kilka dni nienawidzę momentów gdy są kłótnie,

one nadal trwają

Wiele razy uciekałem stamtąd uwierz znam to
Wiem co czuje dziecko myśli sobie biec bo
Jedyną myślą jest uciec stąd

/tak, często to się zdarzało, aby tylko na chwile uciec,

aby na chwile wyjść, nie widzieć, nie słyszeć

nawet marznąć ale aby tylko nie być w domu

Pamiętam późne popołudnie czwarte piętro
Im wyżej tym smutniej schody zamek kuchnię
Kiedy tak szedłem nieufnie patrząc czy alkohol cuchnie

/znam to za dobrze

Wiem jak boli i jak puchnie jeden Bóg wie o co były tamte kłótnie

/wiem jak boli za nic, jak boli bo kuzyn się przewrócił, bo nie umiał lekcji odrobić,

lub bo miał na to ochotę, zawsze byłam jak worek treningowy

za wszystko można było poczuć ból, ale musiałam siedzieć cicho

Dziś nie pałam do nich gniewem lecz jednego jestem pewien
Ten dom to nie był eden ilu takich jak ja nie wiem
Nie dociekam lecz jako dziecko nie widziałem w nich człowieka wiedz to

/trudno widzieć ludzi gdy próbuje się przetrwać,

gdy z każdej strony słyszy się, że ja kłamię,

że sama sobie robię siniaki, że przecież była spokojna noc

a to, że sąsiedzi zaczepiali pytali co się działo, to przecież tylko mój chory wymysł

ref.
A teraz śpij teraz śpij i zapomnij o tym
Co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś śnij i
Pomyśl, że to sen, że to wcale nie działo się
Tak będzie lepiej śpij.

/lecz często sen przywołuje koszmary

często sen to za mało

nie da się zapomnieć

nie da się wymazać wielu lat

bardzo bym chciała móc zapomnieć

ale nie potrafię

Pierwsze kroki

Jak można było zauważyć po wpisie z podziękowaniami zaczynam wychodzić do ludzi.  Po woli wychodzę z tej chorej izolacji. To dopiero pierwsze nieśmiałe kroki, które dla normalnych ludzi wydają sie być banalne. Ale spotkanie na kawę to już dla mnie spory postęp. Nie mówiąc o uśmiechu. Mam nadzieję że to się nie zmieni.

Dziękuje

Witam

wakacje dla mnie dobiegają ku końcowi.

Chciałabym podziękować osobom, które pomogły w realizacji marzenia:

Dziękuje Dorcas za kierowanie mnie do osób zainteresowanych fotografią, choć nie zawsze coś z tego wychodziło. Ale wiem, że chciałeś dobrze rzucając mnie na głęboką wodę

Dziękuje DarQ za piękne portrety.

Dziękuje Danielowi za pierwszą sesje półprofesjonalną (
http://www.maxmodels.pl/fotograf-daniel_wawa.html
)

Dziękuje AlphaFox za pierwszy raz ze sznureczkami i ciekawe fotki

Dziękuje rbx87 za wszystkie fotki w plenerze, dzięki Tobie choć na chwile wyszłam z domu

Dziękuje Gmasta, za kilka fotek i wiele możliwości.

Dziękuje za każdą fotkę

 

Zrozumieć ciszę- Magda Maciejec

Czasem zazdroszczę drzewom spokojnych snów,
Że rozumieją się bez żadnych słów
I że nie wstydzą się swych zielonych łez.
Czasem zazdroszczę drzewom ich drewnianych serc.

Zazdroszczę też tak bardzo aniołom z gór,
Nie skrzydeł, aureoli, ale domów z chmur.
Lekkiego puchu w którym kryją myśli swe.
Tak bardzo im zazdroszczę wiary w lepszy dzień.

Przy każdej czarnej chwili ciszy
Choć serce wrzeszczy,
Nikt nie słyszy.
Pod powiekami krople rosy zimny deszcz
I słów zgubiony sens.

I jakoś niespokojnie płynie teraz krew, gdy idę,
Drogą przy której czarny las rozdartych drzew.
Zostało dziś jedynie ruszyć w inny świat.
Zrozumieć ciszę i być z ciszą za pan brat.

I niech mi jeszcze raz powtórzą,
Że nie ostatnią jesteś burzą,
Spalonym zdjęciem, co się długo będzie tlić.
Niech mi powtórzą albo już nie mówią nic.

Przy każdej czarnej chwili ciszy,
Choć serce wrzeszczy,
Nikt nie słyszy.
Pod powiekami krople rosy zimny deszcz.
I słów zgubiony sens.
I słów zgubiony sens.