Krok w przód aby dostać od życia w dziób.

Tak niestety jest w moim życiu, że gdy próbuje coś zrobić dostaje tak mocno w kość, że tracę oddech. I tak było tym razem.

Chciałam się leczyć, zrobiłam pierwszy rok. Odwiedziłam psychiatrę, pokierował mnie do psychologa. Byłam u pani psycholog nawet wydała się sensowną kobietą. Dobrze mi się z nią rozmawiało. Umówiłam się na kolejną wizytę. Miała poszukać dla mnie grup wsparcia. Lecz niestety życie pokazało, że terapia nie jest dla mnie. Pokazało, że leczenie jest poza moim zasięgiem.

Na drugą wizytę do pani psycholog już pójść nie mogłam. Brak ubezpieczenia.

Poszłam do Opieki Społecznej tam dowiedziałam się, że straciłam prawo do ubezpieczenia i to, że jestem samotną matką i pobieram świadczenia u nich nie uprawnia mnie do ubezpieczenia zdrowotnego. Powiedzieli, że skoro mam meldunek 400km od miejsca zamieszkania to mogę się tam zarejestrować w Powiatowym Urzędzie Pracy. Dla pracowników opieki to nie problem jeździć 400km co kilka tygodni. Dwa dni z życia i koszty. Przecież nie pojadę sama tylko z synem więc by tracił lekcję.

Zaczęłam szukać innego rozwiązania. Szukałam osoby, która mogłaby mnie zameldować choćby tymczasowo na chociaż 2-3 dni abym mogła się w stolicy zarejestrować jako bezrobotna. Lecz każdy odmawiał. Słyszałam, że wynajmują, że mieszkają u brata/siostry/mamy/dziadka, że mają żonę która musi wyrazić zgodę. Usłyszałam obietnice, że ktoś pogada z koleżanką, ale nikt nie mógł mi pomóc. Nawet z wielkim bólem zwróciłam się do „byłego”. Wiedziałam, że ma możliwości, bo byłam u Niego zameldowana do końca 2016. Tylko, że wtedy nie mogłam się zarejestrować w PUP, bo pobierałam świadczenia pielęgnacyjne. Odmówił. To był dla mnie ogromny cios.

Niestety nie mam meldunku tutaj, mieszkanie wynajmuje aktualnie bez umowy, nie mam co prosić właściciela o zameldowanie. Więc zarejestrować się nie mogę, a tym samym nie mam ubezpieczenia i co za tym idzie nie mam szans na terapie.

Znowu życie pokazało mi, że wszystko jest poza moim zasięgiem.

Jestem zupełnie sama.

Bez ubezpieczenia, bez terapii, bez zasiłku, bez pracy. W obcym mieście. Bez szans na poprawę.

Co do grup wsparcia, niestety szukałam i spotykają się 18/19 czyli w godzinach gdy ja nie mogę wyjść bo młody nie zostanie sam.

To wszystko mnie przerasta. Całe życie pod górkę. Robię jeden krok do przodu aby po chwili się cofnąć o pięć lub więcej. U mnie nie może być dobrze.

 

 

One thought on “Krok w przód aby dostać od życia w dziób.

  1. Przypadkiem trafiłem na ten blog – mam dość podobne problemy i chciałbym tylko Ci napisać, że Cię rozumiem i że nie jesteś sama:)
    Gdybyś chciała porozmawiać, zostaw jakiś kontakt, nie wiem czy jest gdzieś na tym blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>